Marek Biełuszka - Strona Autorska - Galeria Fotografii
Strona głównaInne, mniej lub bardziej przydatne...FOTOGALERIAGALERIA CZARNO - BIAŁA "INNA"GALERIA FOTOGRAFII "ZAPOMNIANE"FotoporadyMoja optykaKontakt/ WkrótceSpis Treści
HISTORIA FOTOGRAFII
AFORYZMY O FOTOGRAFII
SŁOWNIK FOTOGRAFICZNY
SŁOWNIK TERMINÓW ANGIELSKICH
Autofokus/ Ostrość
Aparat tradycyjny i jego budowa - cz. I
Budowa i podział aparatów fotograficznych
Ciemnia fotograficzna tradycyjna - cz. II
Crop vs mnożnik ogniskowej
Czułość
Ekspozycja
Filtry fotograficzne
Filtr polaryzacyjny
Formaty plików
Hiperfokalna odległość
Jaki obiektyw
Karty pamięci - rodzaje
Matryce - rodzaje
Migawka/ Głębia ostrości/ Przysłona/ Zjawisko dyfrakcji
Obiektyw od A do Z
Obiektyw-oznaczenia/ SONY/ PENTAX/ TOKINA/ TAMRON/ CANON/ NIKON/ SIGMA/ LEICA
Ogniskowa
Osprzęt fotograficzny
Panoramowanie
Pierwsze kroki z fotografią
Plecak czy torba fotograficzna?
Podstawowa korekcja zdjęć / KOLOR/ - cz. I
Podstawowa korekcja zdjęć / CZERŃ I BIEL/ SEPIA - cz. II
Pryzmat pentagonalny w lustrzance
Statyw vs monopod
Temperatura barwowa
Tryb manualny - jak go polubić?
Tryby pomiaru światła
Tryby fotograficzne
Wybór aparatu fotograficznego #1
Wybór aparatu fotograficznego #2
Zdjęcia
Polecane strony WWW
Ciemnia fotograficzna tradycyjna - cz. II



Ciemnia fotograficzna

W części pierwszej pokazałem budowę aparatu tradycyjnego na przykładzie Zenitha, którym posługiwałem sie do momentu zakończenia przygody z fotografią tradycyjną, potocznie nazywaną analogową. Aby zachować pewien ciąg, w tej części chciałbym zaprezentować wyposażenie mojej ciemni fotograficznej.

W tradycyjnej fotografii miejsce, które miało niepowtarzalny klimat. Czerwone światło, panujący półmrok oraz obrazy, które ukazywały się w ciemności niczym zjawy. Tego miejsca oraz całego procesu nie da się porównać z najbardziej wyrafinowanym sprzętem do obróbki graficznej.

Ciemnia fotograficzna wymaga jednak odrębnego pomieszczenia. Nie wystarczy kącik na komputer, monitor i klawiaturę. To wydzielone miejsce, najlepiej z bieżącą wodą. Zabezpieczone od wewnątrz przed światłem. Tak urządzone aby mieć swobodny dostęp do zasilania, wody, oraz całego wyposażenia ciemni. Czyli powiększalnika, kuwet na chemikalia, suszarki do zdjęć i reszty materiałów światłoczułych, takich jak papier fotograficzny. W ostateczności może to być łazienka. Ale pod warunkiem, że domownicy wykażą wiele zrozumienia i nie będą przez dłuższy okres czasu „przerywać” naszych ciemności. Moja ciemnia niestety była w łazience gdzie dodatkowo była toaleta. Dlatego zawsze starałem się rozpoczynać całą zabawę jak najpóźniej. Poniżej przedstawię zdjęcia z podstawowego wyposażenia mojej ciemni fotograficznej, bez którego raczej nie możemy się obyć. Również sprzęt do wstępnej obróbki błony fotograficznej oraz urządzenie do suszenia naszych efektów pracy w postaci zdjęć papierowych. Moja sesja zdjęciowa w ciemni trwała czasami kilka godzin, niemalże przez całą noc.

Przejdźmy zatem do obrazów tego co składało się na moją ciemnię oraz tego co potrzebowałem aby w tym miejscu rozpocząć pracę.

Po opróżnieniu aparatu fotograficznego z naświetlonej kliszy, czyli nawinięciu filmu z powrotem do kasety, przystępowałem do uzyskania negatywu. Kasetę z filmem i koreksem umieszczałem pod ciemnym kocem. Po omacku opróżniałem kasetę aby następnie nawinąć naświetloną kliszę do koreksu. Poniżej znajduje się koreks, który dawał możliwość nawijania dwóch filmów w sposób „automatyczny”. Poruszając szpulami nawijał film za pomocą zapadek, które ciągnęły perforacje na brzegach błony. Zanim jednak zaopatrzyłem się w ten „cud techniki” używałem koreksu na jedną kliszę. Film należało nawinąć wsuwając go delikatnie na szpulę, uważając przy tym aby przypadkiem nie wypadł z rowka prowadzącego. Pomiędzy zwojami musiała być przestrzeń, która pozwalała na swobodny dostęp wywoływacza do kliszy.


Uzyskany negatyw po wypłukaniu należało wysuszyć. Na początku zauważyłem, że po wysuszeniu pozostawały plamy na powierzchni negatywu. Były trudne do usunięcia. Nie mogły pozostać, ponieważ w trakcie uzyskiwania pozytywu widać było je na papierze. Z pomocą przyszedł płyn do zmywania „Ludwik”. Po wypłukania negatywu, nie usuwałem go z koreksu. Wlewałem kilka kropel płynu, zamykałem koreks i kilka razy potrząsałem nim aby płyn dotarł do całej kliszy. Następnie wieszałem ją na sznurku do bielizny, aby piana spłynęła do całkowitego wyschnięcia negatywu. Po wysuszeniu była „krystalicznie” czysta bez żadnego, najmniejszego zacieku. 

Negatywu nigdy nie trzymałem zwiniętego w rolkę. W tej postaci przy zwijaniu i rozwijaniu pozostawiał na sobie rysy. Klisza była pocięta na cztery części (po 9 klatek). Następnie każda część umieszczana była w osobnymh „pokrowcu” wykonanym ze zwykłego papieru o wymiarach o długości ilości klatek oraz tej samej szerokości co film.   

Sama ciemnia nie mogła się przede wszystkim obyć bez żarówki ciemniowej w kolorze czerwonym. Pomimo swoich właściwości ciemniowych należało jednak unikać bezpośredniego oświetlania papieru światłoczułego. 

 


Pierwszy powiększalnik, na którym pracowałem otrzymałem od mojego taty. Był to powiększalnik wyprodukowany w Związku Radzieckim. Aby można było odpowiednio naświetlać papier, został doposażony w specjalny do tego celu wyłącznik czasowy. Dla zobrazowania wielkości umieściłem na nim pudełko zapałek.











Używałem go do czasu, gdy zarobiłem na nowego Krokusa. Co prawda zajmował dużo więcej miejsca ale praca z tym sprzętem było znacznie łatwiejsza i przyjemniejsza.











Powiększalnik w swoim wyposażeniu posiadał obiektyw wyprodukowany w Polski Zakładach  Optycznych na ulicy Mińskiej 25 w Warszawie - MIKAR /S 4,5/55.

Otwór względny                                              1:4,5
Ogniskowa                                                      55mm
Przysłona irysowa skokowa o wartościach:       4,5-5,6-8-11-16
Mocowanie                                                      gwint M42

 
 

Mamy zatem odpowiednie światło i powiększalnik

Kolejną pozycję w wyposażeniu zajmowały kuwety na chemikalia – wywoływacz oraz utrwalacz. Trzy kuwety były tak ustawione aby po naświetleniu papieru można było go umieścić w pierwszej z wywoływaczem. Po określonym czasie pozytyw płukałem w środkowej i umieszczałem w trzeciej z utrwalaczem. Proces utrwalania trwał również ściśle określony czas. Po tym zabiegu zdjęcie było umieszczane w pojemniku z wodą, czekając na końcowy etap obróbki. Zawsze przed ostatecznym naświetlaniem pozytywu poświęcałem 1 papier na wykonanie próbek. Był cięty na kilka kawałków, z których każdy służył do próbnego naświetlania.

 

Do przekładania pozytywu z kuwety do kuwety służyły szczypce. Dwie sztuki – jedne do wywoływacza, drugie do utrwalacza. Tak aby przy przenoszeniu nie mieszać tych dwóch substancji.

 

 Aby przygotować i kontrolować temperaturę chemii niezbędny był termometr.

 


W celu zakończenia proces uzyskania pozytywów wróćmy na chwile do pojemnika z wodą. Po zakończeniu, wszystkie zdjęcia z pojemnika były kolejny raz płukane, dokładnie pod bieżąca wodą. Płukanie polegało na wzajemnym pocieraniu dwóch zdjęć naświetlonymi stronami pod kranem. Usuwałem w ten sposób resztki chemii z powierzchni obrazu. Miało to szczególne znaczenie gdy nasze zdjęcia były na błyszczącym papierze. Najmniejsze ilości po wysuszeniu pozostawały w formie matowych plam. Suszenie pozytywów odbywało się w suszarce do zdjęć. Dwie metalowe płyty wysoko polerowane, na których układało się zdjęcia obrazem do powierzchni płyty. W celu pozbycia się resztek wody i aby obraz idealnie przylegał do wypolerowanej powierzchni należało gumowym wałkiem przez materiał usunąć resztki wody. Suszarka była dwustronna co umożliwiało szybsze suszenie wszystkich zdjęć. Aby zdjęcie było dokładnie wysuszone, po otworzeniu suszarki musiało samo oderwać się od płyty. W przeciwnym razie powierzchnia zdjęcia była uszkodzona.

W skrócie pokazałem proces jaki przechodziły moje czarno-białe fotografie wykonywane za pomocą aparatów tradycyjnych, w tradycyjny sposób. Patrząc z perspektywy na fotografię tradycyjną i cyfrową mogę stwierdzić, że ta pierwsza dawała dużo więcej satysfakcji. Pierwszy pozytywny efekt, to wywołanie negatywu i tego co na nim zobaczyłem. Czyli moje 36 klatek naświetlone w sposób idealny, bez utraty żadnej z nich. Nie da się tego porównać z żadnymi RAW – ami,  z jakiegokolwiek aparatu cyfrowego. Dochodzi do tego ciemnia, która była szczególnym miejscem w całym procesie obróbki fotograficznej.
Gdybym obecnie miał możliwość wygospodarowania odrębnego pomieszczenia do tego celu, fotografia tradycyjna ponownie zagościła by w moich progach.



Jeżeli znalazłeś/ znalazłaś jakiś błąd, proszę skontaktuj się ze mną.


Strona głównaInne, mniej lub bardziej przydatne...FOTOGALERIAGALERIA CZARNO - BIAŁA "INNA"GALERIA FOTOGRAFII "ZAPOMNIANE"FotoporadyMoja optykaKontakt/ WkrótceSpis Treści